30 października 1973 roku w Stambule otwarto dla ruchu piękny, nowoczesny most wiszący przez Bosfor, łączący dwa kontynenty — Europę i Azję. O tym, jak potrzebna była to inwestycja, świadczą dane statystyczne —-f w ciągu pierwszych trzech miesięcy eksploatacji przejeżdżało przez most stambulski około 22 tysięcy pojazdów dziennie. Przedtem ruch drogowy na tej uczęszczanej trasie zapewniały promy. Przeprawa zajmowała dużo czasu. Wielkie pojazdy traciły na nią niekiedy do 48 godzin.
Most stambulski nie jest pierwszym mostem łączącym Europę z Azją. Już w 512 roku p.n.e. wojska króla perskiego Dariusza 1, ciągnąc na wyprawę przeciw Scytom, przekroczyły cieśninę Bosforu po moście ułożonym na powiązanych ze sobą okrętach. Zbudował go grecki inżynier w służbie króla królów, Mandrokles z Samos. Nawiasem mówiąc, wyprawa ta przeprawiła się również przez Dunaj po podobnym moście, skonstruowanym przez inżynierów jońskich. Powróćmy jednak do naszych czasów. Całkowita długość mostu (pomiędzy zakotwieniami kabli nośnych) wynosi około 1500 metrów. Wedle stosowanych zazwyczaj proporcji główne podwieszone przęsło mostu tych rozmiarów powinno mieć w przybliżeniu 900 metrów rozpiętości. Wówczas jednak główne filary trzeba by było posadawiać na dnie morza, na głębokości około 30 metrów. Ponieważ przez Bosfor biegnie jeden z najbardziej uczęszczanych szlaków żeglownych świata, takie usytuowanie filarów byłoby niebezpieczne. Stale, a zwłaszcza w trakcie budowy, istniałoby poważne ryzyko kolizji w okresach słabszej widoczności. Żeby temu zapobiec, filary posadowiono na obu brzegach cieśniny, na suchym lądzie. Uprościło to ich budowę oraz poważnie skróciło jej czas, ale zmusiło konstruktorów do poważnego zwiększenia rozpiętości głównego przęsła podwieszonego. Wynosi ona 1074 metry — co odpowiada piątemu miejscu na światowej liście.